» Subiektywno-obiektywnie: Grudzień miesiącem Tottenhamu
-
Ostatnia szansa? Tottenham - Brighton.
-
Pod kreską. Sunderland - Tottenham.
-
Mecz o utrzymanie? Tottenham - Nottingham Forest.
- zobacz więcej wiadomości
Z jednej strony wielka ulga, ale z drugiej lekkie rozczarowanie - tak w jednym zdaniu można podsumować wczorajszy mecz Tottenhamu z Manchesterem United. Remis 2-2 sprawił, że Andre Villas-Boas znów może poczuć spokój na swoim stanowisku, ponieważ po klęsce 0-6 niektórzy zaczęli już kampanie mającą na celu wykurzenie Portugalczyka z ławki trenerskiej na White Hart Lane.
Wczorajszy Tottenham mógł się naprawdę podobać. Chyba nikt nie ma wątpliwości, że na tle mistrza Anglii Spurs wyglądali po prostu lepiej. Trudno uwierzyć, że Manchester oddał dwa celne strzały na bramkę Hugo Llorisa i oba znalazły drogę do bramki. Szkoda tym bardziej, że pierwsze celne uderzenie było skutkiem błędu w obronie Kyle'a Walkera, a drugie rzutu karnego, który być może był, być może nie. To Koguty sprawiały wrażenie drużyny lepszej, a o remisie zadecydowała także, tradycyjnie, nieskuteczność. Po stuprocentowej sytuacji mieli kolejno: Aaron Lennon, Roberto Soldado i Andros Townsend, ale w tych sytuacjach piłkarze AVB albo trafiali prosto w bramkarza, albo wybijali piłkę wysoko nad bramką, bądź też o milimetry minęli się z piłką.
Wracając do osoby portugalskiego menadżera, nikt nie może go skrytykować. Andre pokazał, że "ma jaja". Po tygodniowej fali krytyki, która na niego spłynęła, Portugalczyk mimo wszystko twardo postawił na swoich ludzi - Adebayor nie znalazł miejsca w kadrze, Soldado zagrał od początku. Mimo że Hiszpan gola znów nie strzelił, parę zagrań naprawdę mu wyszło. Zaczyna mi się u niego podobać, że w końcu wywiera presję na obrońcach rywali, a nie stoi bezczynnie jak miało to miejsce na początku sezonu. Ogólnie rzecz biorąc, Andre Villas-Boas postawił na ustawienie, którym rozpoczynał kampanie Premier League13/14. Było to bardziej 4-3-3 niż 4-2-3-1 i trzeba przyznać, że był to dobry ruch. Trójka środkowych Paulinho-Dembele-Sandro zdominowała środek pola, czego w ostatnich meczach Tottenhamu wyraźnie brakowało. Manchester nie miał w tej strefie nic do powiedzenia, a jedyne groźne akcje wyprowadzał poprzez prawą flankę i ewentualne dośrodkowania Valencii lub Rooneya.
Grudzień może, a nawet musi być miesiącem Tottenhamu. Mianowicie Tottenham i Manchester United właśnie mają za sobą najtrudniejsze mecze w pierwszej rundzie z rywalami, którzy przed sezonem uchodzili za jednych z faworytów rozgrywek. Spurs z naprawdę liczących się ekip (mam tu na myśli Arsenal, Chelsea, Everton, Liverpool, United, City, Tottenham) zagrają jeszcze tylko z Liverpoolem, a Czerwone Diabły jedynie z Evertonem już w środę.
Grudniowe bezpośrednie mecze najlepszej siódemki Premier League:
Arsenal - Everton, Manchester City, Chelsea
Chelsea - Arsenal, Liverpool
United - Everton
Liverpool - Tottenham, Manchester City, Chelsea
Manchester City - Arsenal, Liverpool
Everton - United, Arsenal
Tottenham - Liverpool
Jak widać nic nie stoi na drodze Spurs, aby wraz z nowym rokiem zadomowić się na miejscu gwarantującym start w Lidze Mistrzów. W tym momencie strata trzech punktów do czwartego Liverpoolu wydaje się żadną stratą i mając na uwadze tak korzystny terminarz, grzechem byłoby tego nie wykorzystać.
Tylko zalogowani użytkownicy mogą pisać komentarze
po tym meczu chyba trochę się uspokoiło , Spurs zagrali dobry mecz i w końcu nie zagrali tym 4-2-3-1 bo to wołało o pomstę do nieba , Spurs w ustawieniu 4-4-3 daje naprawdę dużo przyjemności z oglądania meczy, Liverpool jest do ugryzienia , trzeba się zrewanżować za porażkę z zeszłego sezonu 2-3.Mam nadzieję że na sylwestra będę mógł wypić za to że będziemy w pierwszej czwórce z tak korzystnym grafikiem.
Terminarz dla Spurs, zdecydowanie najlepszy z wymienionych ekip, wydaję się, że nic innego jak po tym roku znaleźć się w wielkiej czwórce, no ale nic mylnego. Jasne, nasza sytuacja w ligowej tabeli może, a nawet zdecydowanie się polepszy po nowym roku, ale to nasza gra musi być priorytetem. Każdy fan, futbolu w Anglii, oprócz kanionierów pragnie pewnie, żeby the Gunners, przegrali wszystkie trzy ważne mecze na przestrzeni kilku dni, ale idąc takim tokiem myślenia Chelsea, City i Everton zgarnął pełna pulę, za ten mecz co w wyniku tylko utrudni nam, wejście do pierwszej, czwórki umożliwiające grę w Champions League. Na szczęście, jest ten zagęszczony terminarz po dwa mecze w tygodniu, czasami tylko dwa dni na odpoczynek, podwójna dawka, emocji. Liczmy na to, że drużyna AVB, pokaże charakter i to, że bez przyczyny nie mówi się, że mają najrówniejszy skład w całej lidze.
Terminarz może i dobry, żeby jeszcze gra i wyniki się do tego dostroiły to byłoby zajebiście pięknie.
Ciekawe ile z tych 6 grudniowych meczów przyniesie 3 punkty, bo żeby marzyć o czymkolwiek to trzeba by przynajmniej z 4 z nich wygrać...
Znając życie zdobędą 7-10 punktów i liga mistrzów odjedzie wpizdu, bo jak na tych drewnianych ekipach nie zrobią punktów (no może poza Liverpoolem) to na kim?
dobry artykuł ...te ustawienie 4-3-3 mi się bardzo podoba tylko nie podoba mi się ta statyczna gra Soldado ...,w niektórych sytuacjach wychodzi do piłek a poza tym stoi i czeka na doskonałe podanie pod nogę,których i tak nie potrafi wykorzystać ja bym dał zagrać Adebayorowi w kilku meczach żeby się pokazał i może by to wykorzystał a na skrzydłach postawiłbym Lennona i Lamele i środek pomocy ok. lecz dał bym więcej do grania Holtbemu za Paulinho bo widać gdy Brazylijczyk przechodzi za napastnika jest za wolny i nie ma tak dobrego podania a właśnie Paulinho nie ma też jakieś super formy tak więc można posadzić go na ławce...................
